Pierwszy raz w Krakowie zwykle wygląda tak samo. Rynek Główny, Sukiennice, wieża Mariacka, potem Wawel, zdjęcie ze smokiem i powrót do hotelu z poczuciem, że miasto zostało zaliczone. Tyle że wtedy zostawia się za sobą dwie trzecie tego, po co ludzie tu wracają: Kazimierz, Podgórze i Fabrykę Schindlera, czyli części Krakowa, które opowiadają zupełnie inną historię niż królewski Rynek.
Ten tekst nie jest listą pięćdziesięciu atrakcji Krakowa. Jest o tym, co warto zobaczyć przy pierwszej wizycie, ile naprawdę zajmuje przejście między dzielnicami, ile kosztuje zwiedzanie Krakowa różnymi sposobami i które bilety trzeba mieć kupione, zanim wsiądzie się do pociągu.
Stare Miasto: więcej niż Rynek
Rynek Główny wytyczono w 1257 roku i do dziś jest największym średniowiecznym placem Europy, z bokiem przekraczającym 200 metrów. Idzie się przez niego pięć minut, a można na nim spędzić pół dnia, bo najciekawsze rzeczy nie rzucają się w oczy.
W Bazylice Mariackiej stoi ołtarz Wita Stwosza, rzeźbiony w latach 1477 do 1489, wysoki na około trzynaście metrów i uznawany za największy gotycki ołtarz świata. Jego skrzydła otwiera się codziennie w późnych godzinach porannych i to jest moment, na który warto się zsynchronizować. Z wyższej wieży kościoła co godzinę gra hejnał, urywany w połowie, a ten w południe słychać w radiu w całej Polsce.
Pod płytą Rynku działa muzeum na wykopaliskach średniowiecznego targu, najlepsze miejsce na deszczowe popołudnie w centrum. Kilka minut dalej stoi Collegium Maius, najstarszy budynek Uniwersytetu Jagiellońskiego, z dziedzińcem, który wygląda dokładnie tak, jak wszyscy sobie wyobrażają średniowieczny uniwersytet. Do Rynku od północy wchodzi się przez Barbakan i Bramę Floriańską, czyli dawną drogą królewską.
Wawel: dwie godziny, nie dwadzieścia minut
Na Wawel idzie się z Rynku ulicą Grodzką jakieś dziesięć minut. Wzgórze i dziedzińce są otwarte za darmo, ale komnaty królewskie, katedra z grobami władców i skarbiec mają osobne bilety i osobne godziny wejścia. Jeśli chcesz zobaczyć wnętrza, zarezerwuj dwie do trzech godzin i kup bilety wcześniej, bo latem liczba wejść na Reprezentacyjne Komnaty jest ograniczona i pule kończą się przed południem.
Kazimierz: dzielnica, która wygrywa u większości gości
Kazimierz założył w 1335 roku Kazimierz Wielki i przez wieki było to osobne miasto, oddzielone od Krakowa odnogą Wisły. Dziś to piętnaście minut spacerem od Rynku i najciekawsza część miasta pod względem jedzenia, knajp i galerii, a jednocześnie miejsce z siedmioma zachowanymi synagogami i starym cmentarzem żydowskim.
Rano Kazimierz jest cichy i wtedy zwiedza się synagogi i cmentarze. Wieczorem plac Nowy z okrągłą halą, w której smaży się zapiekanki, jest najgłośniejszym miejscem w mieście. To ta sama dzielnica o dwóch zupełnie różnych porach doby i dlatego warto ją zobaczyć dwa razy.
Kazimierz jest też dzielnicą, w której najbardziej opłaca się mieć kogoś, kto opowiada. Sama architektura niewiele mówi, dopóki nie wie się, czym różniła się synagoga Remuh od Starej, dlaczego cmentarz leży poniżej poziomu ulicy i co dokładnie zniknęło stąd w czasie wojny. Zwiedzanie Krakowa z przewodnikiem ma tu sens większy niż gdziekolwiek indziej w mieście, a prywatne wycieczki po Krakowie z lokalnymi przewodnikami zaczynają się właśnie w tej okolicy.
Podgórze i Fabryka Schindlera: druga strona rzeki
Przez kładkę nad Wisłą przechodzi się z Kazimierza do Podgórza w niecałe dziesięć minut. Tam jest plac Bohaterów Getta z instalacją pustych krzeseł, zachowane fragmenty muru getta i Fabryka Schindlera, dziś muzeum o Krakowie pod okupacją niemiecką, a nie tylko o historii z filmu.
Na fabrykę potrzeba około dwóch godzin, wejścia są na konkretne godziny, a bilety na ten sam dzień regularnie się kończą. To jedna z dwóch rzeczy w Krakowie, które naprawdę trzeba zarezerwować z wyprzedzeniem.
Wieliczka i Auschwitz: wyjazdy, nie punkty w planie
Kopalnia soli w Wieliczce leży około piętnastu kilometrów od centrum, trasa turystyczna zajmuje mniej więcej dwie godziny i z dojazdem wypełnia pół dnia. Miejsce Pamięci Auschwitz-Birkenau to około siedemdziesiąt kilometrów na zachód, wstęp jest bezpłatny, ale wymaga rezerwacji terminu, a zwiedzanie obu części zajmuje kilka godzin. Przy pierwszej wizycie wybierz jedno z tych dwóch miejsc na osobny dzień. Wciśnięcie obu w jedną dobę kończy się tym, że nie zobaczysz porządnie żadnego.
Ile naprawdę zajmuje przejście między dzielnicami
Odległości w Krakowie wyglądają na mapie niewinnie i to jest pułapka pierwszej wizyty. Z Rynku na Wawel dziesięć minut, z Wawelu na Kazimierz kolejne dziesięć do piętnastu, z Kazimierza przez kładkę do Fabryki Schindlera znowu kilkanaście. Zsumuj to z powrotami do hotelu i wychodzi, że pół dnia idzie w chodzenie. Czasy przejść między poszczególnymi punktami rozpisuje przewodnik po Krakowie i warto na nie zerknąć, układając plan dnia.
Do tego dochodzi nawierzchnia. Centrum wyłożone jest granitową kostką, po której kilometr męczy bardziej niż dwa po chodniku, a przy wózku dziecięcym albo inwalidzkim robi się z tego realna przeszkoda. Godzina spaceru po Plantach to przyjemność, ale trzecia godzina po kostce w sierpniowym słońcu przestaje nią być.
Stąd bierze się popularność przejazdów elektrycznymi meleksami. Melex wjeżdża w strefę pieszą, w którą taksówka nie ma wstępu, więc podwozi pod same drzwi zabytków. Wycieczka melexem po Krakowie trwa od pół godziny do godziny i zastępuje pół dnia chodzenia.
Przejazdy prowadzi krakowska firma YourKrakow, w wizytówce Google widoczna jako YourKrakow – Local Electric Golf Cart City Tours & Airport Transfers. W ofercie przejazdów melexem po Krakowie są cztery trasy: Stare Miasto z Rynkiem, Wawelem i Collegium Maius w 40 minut, Kazimierz z siedmioma synagogami też w 40 minut, trasa po getcie w Podgórzu z Fabryką Schindlera w 30 minut oraz Szlak Pamięci, który łączy Kazimierz z Podgórzem w około godzinę.
Ile kosztuje taka wycieczka: ceny zaczynają się w okolicach 150 złotych od osoby, odbiór spod hotelu w centrum jest w cenie, a w pojeździe działa audioprzewodnik w kilkudziesięciu językach. Rezerwacja idzie przez WhatsApp i zwykle nie wymaga wcześniejszego umawiania się na konkretny dzień, co przy pierwszej wizycie bywa wygodne, bo pogodę w Krakowie trudno zaplanować z wyprzedzeniem.
Kiedy to ma sens: gdy masz jeden dzień, jedziesz z dziadkami albo małymi dziećmi, pchasz wózek, jest upał albo listopadowy deszcz. Kiedy nie ma: gdy masz tydzień i lubisz przystawać przy każdej tablicy, bo wtedy melex mija podwórka, przy których chciałbyś stanąć.
Co zarezerwować przed wyjazdem
- Fabryka Schindlera, wejścia na konkretne godziny, bilety na dziś kończą się regularnie.
- Miejsce Pamięci Auschwitz-Birkenau, wstęp bezpłatny, ale tylko z zarezerwowanym terminem, latem znikają one z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.
- Komnaty królewskie na Wawelu, jeśli chcesz wejść do środka, a nie tylko obejrzeć dziedziniec.
- Kopalnia w Wieliczce, gdzie w sezonie warto mieć godzinę wybraną wcześniej.
Dwa dni, które działają
Dzień pierwszy. Rano Rynek, Bazylika Mariacka z otwarciem ołtarza, Sukiennice. Po południu Wawel z jednym biletem do wnętrz. Wieczorem kolacja przy Grodzkiej albo powrót na Kazimierz.
Dzień drugi. Rano Kazimierz, synagogi i stary cmentarz, zapiekanka na placu Nowym. Po południu przejście kładką do Podgórza i Fabryka Schindlera na zarezerwowaną godzinę. Wieczorem Kazimierz jeszcze raz, tym razem dla knajp.
Jeśli masz trzeci dzień, przeznacz go w całości na Wieliczkę albo na Auschwitz, bez dokładania czegokolwiek innego.
Zanim wyjedziesz
Kraków wybacza wiele, ale nie wybacza planowania na oko. Dwa muzea z biletami na godzinę, dwie dzielnice po dwóch stronach rzeki i jedna decyzja o wyjeździe za miasto, to jest cały plan pierwszej wizyty. Reszta to chodzenie i patrzenie, czyli to, po co się przyjeżdża.
I jeszcze jedno, z doświadczenia ludzi, którzy oprowadzają tu codziennie: pierwsza wizyta prawie zawsze kończy się postanowieniem, że następnym razem będzie się na Kazimierzu dłużej. Warto od razu zaplanować ten czas, zamiast odkładać go na wizytę, która może być za trzy lata.

